Odkryj transformacyjn\u0105 si\u0142\u0119 coworkingu oczami przedsi\u0119biorcy \u2013 od pracy biurowej do prowadzenia globalnej, zdalnej agencji.

11 paź 2023
Po raz pierwszy usłyszałem o coworkingu w 2011 roku, gdy jeszcze mieszkałem w Melbourne. Kolega, świeżo po podróży po Europie, nie mógł się doczekać, żeby opowiedzieć o innowacyjnych przestrzeniach, które tam odkrył. Wśród nich szczególnie zainteresowała go berlinska przestrzeń o nazwie betahaus, o której opowiadał z wielkim entuzjazmem.
Ponad rok później rzuciłem pracę biurową i wyruszyłem w świat. Los sprawił, że znalazłem się w Berlinie w betahaus coworkingu.
W tamtym momencie nie miałem firmy i ledwo trzymałem się pracy. Szybko stałem się znany jako osoba, która pojawia się, gdy wszyscy kończą pracę, i proponuje wyjście na piwo.

Networking z perspektywy towarzyskiej, a nie korporacyjnej, okazał się bardziej autentyczny, szczery i inspirujący. Piękno dobrego środowiska coworkingowego polega na tym, że sprzyja przyjaźniom wolnym od polityki biurowej i oczekiwań. Zamiast budować sojusze, tworzysz prawdziwe przyjaźnie, pomagając sobie nawzajem bez oczekiwania niczego w zamian. Te relacje ułatwiły mi przejście od samodzielnej pracy kontraktowej do mojej pierwszej „agencji” – kolektywu kreatywnych osób o uzupełniających się umiejętnościach.
Dzięki kontaktom nawiązanym w betahaus zacząłem rekrutować znajomych. Nasz zespół zaczął rosnąć, a wszyscy cieszyli się ludną, antykorporacyjną atmosferą.
Korzystaliśmy z wolności, przychodząc i odchodząc, kiedy chcieliśmy, podróżując razem po Europie, pracując z coworkingów w Bułgarii, Barcelonie i Amsterdamie. Organizowaliśmy letnie wyjazdy w wynajętych wllach w Toskanii, pracując w cieniu drzew za dnia i delektując się Chianti na tarasach restauracji wieczorami.
W ten sposób moje nowe życie narodziło się dzięki coworkingowi.
Od tamtej pory nie oglądałem się za siebie. Nigdy nie wróciłem do poprzedniego stylu życia. Agencja, o której wspomniałem, rozrosła się do 27 osób i ostatecznie sprzedałem ją za atrakcyjną kwotę. Okazuje się, że ludzie są gotówi zapłacić premium za firmę bez fizycznego biura i technicznie bez pracowników etatowych, rozciągniętą na cały świat. Okazuje się też, że utalentowani ludzie bardzo chcą pracować dla nietradycyjnych firm oferujących taką wolność i elastyczność.